Kubica i Loeb gorące nazwiska

, Sławomir Herman
Kubica i Loeb gorące nazwiska

W świecie motorsportu jest dużo elektryzujących nazwisk, ale przerwa wakacyjna pokazuje, że w tej chwili tylko dwa są na ustach wszystkich. Dwie najważniejsze serie jakże odmienne od siebie, różniące się dosłownie wszystkim chcą dodatkowych emocji i magnesu. Jak kania dżdżu potrzebujemy i chcemy nowego, świeżego rozdania. Czy Robert Kubica i Sebastien Loeb mogą stać się największymi powrotami w 2018 roku w swoich kategoriach?

Kubica i Loeb są jak magnes

Co takiego się stało, że potrzebujemy takich nazwisk jak Kubica i Loeb? Czy nie ma nikogo kto mógłby przyciągnąć nowych kibiców, starych dodatkowo pobudzić i spowodować pukanie sponsorów i telewizji z błagalnymi prośbami o możliwość podpisania kontraktu? Od dłuższego czasu słychać, że świat motorsportu, ten z najwyższej półki jest zbyt hermetyczny. To prawda. Skostniałe towarzystwo, partykularne interesy i jeszcze wiele innych powodów spowodowały odwrócenie się grupy dla której zawody WRC i F1 są organizowane, czyli kibiców. Nowy właściciel F1 problem już zdiagnozował i stara się wprowadzać nowe rozwiązania. Te bardziej dostępne, namacalne, zrozumiałe dla przeciętnego widza.

Kubica może być nazwiskiem, które przyciągnie jak magnes. Zresztą widać to na każdym kroku. Zainteresowanie Polakiem np. podczas Rajdu Polski było tak ogromne, że tłumy które przyjechały na Mazury przeraziły organizatora. Testy w RS17 na Hungaroringu też ściągnęły kibiców (3,5 tysiąca na trybunach). Niektórzy z nich jechali specjalnie dla Polaka, aby uwiecznić coś o czym kilka lat temu, po dramatycznie wyglądającym wypadku w lokalnym rajdzie we Włoszech nie mieliśmy prawa myśleć. Ba! Zjechali się też dziennikarze z całego świata, by przyglądać się i komentować to co do niedawna nie mieściło się w ich głowach i wyobraźni. Powrót Roberta Kubicy do rywalizacji na torach F1 byłby piękną historią dająca temu światu tak potrzebny pozytywny wydźwięk i zastrzyk energii.

Skorzystaliby wszyscy: promotor, F1, kibice...i Kubica, który mógłby w pięknym stylu kontynuować przerwaną dramatycznie karierę. Przecież Polak  nie jest jeszcze stary, jak to niektórzy potrafią mu wytknąć. Od Felipe Massy, Fernando Alonso i Kimiego Raikkonena jest on najmłodszy. Od Fina aż o 5 lat!!!. Ograniczenia fizyczne jak się okazuje też nie istnieją. Kto wie, czy Kubica nie zostałby jeszcze Mistrzem Świata? Wszyscy mu tego życzymy, bo na to zasługuje. I to nie ze względu na litość jaką może wzbudzać u niektórych, ale ze względu na talent jaki posiada, a o którym mówią i wiedzą dookoła wszyscy. WRC tego nie wykorzystało i oby Formuła 1 nie przegapiła swojej okazji.

Czy Loeb uratuje Citroena?

Tegoroczny Citroen C3 WRC miał być maszynką do wygrywania rajdów. Coś jednak poszło nie tak. Słabe występy Krisa Meeke, próba robienia dobrej miny do złej gry przez Craiga Breen oraz szukanie wsparcia u Andreasa Mikkelsena – to wszystko nadal nie działa. Yves Matton sięga więc po innego asa w rękawie...9 krotnego Mistrza Świata Sebastiena Loeba i zaprasza go na testy, a raczej prosi o pomoc w ustawieniu C3 WRC na Rajd Niemiec. Zapytany wstępnie o regularne starty Loeba wymijająco odpowiada. Twarz pokerzysty udaje się mu zachować tylko przez kilka dni. W końcu z ust szefa zespołu padają słowa, że „zostawia Francuzowi otwarte drzwi” w sezonie 2018. To nieprawdopodobne. To wszystko dzieje się na prawdę.

Dwa wielkie nazwiska w motorsporcie: Kubica i Loeb są najgorętsze tego lata. Fala upałów jaka przechodzi przez Europę ma się nijak do informacji, które się pojawiły. I o ile możliwość powrotu Loeba do WRC nie wzbudza u mnie jakiegoś podekscytowania (z cały szacunkiem i uznaniem dla jego dokonań i wielkiego talentu), to powrót Kubicy do F1 już tak. W tym pierwszym przypadku jest mi to wręcz obojętne, bo wierzę, że gdyby Meeke otrzymał wsparcie od rządzącego żelazną ręką w Citroenie Yvesa Matton to wszystko mogłoby się potoczyć inaczej. Odsuwanie kierowcy od startów, który nie jest żadnym młokosem z przyniesioną kasą od taty i mówienie mu: „idź chłopie na urlop, odpocznij sobie, zastanów się nad wszystkim” to nie jest dobre rozwiązanie.

Tak się nie robi. Robi się tak, jak w przypadku zespołu Renault, który chcąc pomóc sobie pomaga też Kubicy. I nie ma mowy o żadnych koneksjach. Jego karierę przerwał straszny wypadek i gdyby nie to, być może to Polak reprezentowałby dzisiaj zespół Ferrari, do którego był przecież przymierzany. Gdyby pozostający ciągle w sferze marzeń powrót do profesjonalnego ścigania się udał, to otrzymalibyśmy gotowy scenariusz na film, nieobliczalne, moim zdaniem wsparcie marketingowe dla skostniałego świata F1 oraz wdzięczność kibiców, których wierność właściciele F1 zobaczyli by w słupkach oglądalności i stanie dolarowego konta zarządzanej organizacji. To naprawdę się opłaca.