Naprawdę jaracie się tymi wszystkimi systemami?

, Sławomir Herman
Naprawdę jaracie się tymi wszystkimi systemami?

Tak się składa, że...trochę leciwy już jestem. Na szczęście w życiu zdążyłem poznać parę samochodów. Były te proste jak cep i takie, w których podnosisz maskę i nie wiesz gdzie co jest. Nowoczesna technologia jest fajna i pomocna, ale potrafi z nas zrobić bezużyteczne istoty, które rezygnując z używania zwojów mózgowych lądują nie tam gdzie trzeba. Słucham miłośników tych wszystkich ACC, EDL, BAS, HBA, EPA, ALS, MKB, XDS, BSD, RCCW, ISG, SLS, PCS, RSA, ASL, LDA, RTA...(kolejność i pochodzenie są przypadkowe) i wydaje mi się, że udają, że się tym podniecają.

Systemy są jak niedźwiedź w zimie

Większość dostępnych systemów w naszych autach drzemie niczym niedźwiedź w okresie zimowym. Bardzo trudno je obudzić. To dramat, bo przecież niektórzy z Was zapłacili za nie koszmarne pieniądze. Handlowcy nastawieni na wciśnięcie nam jak największej ich liczby są z tego zadowoleni – wyższa cena za auto to lepszy bonus do kieszeni. Poza tym ma się co psuć i serwis będzie miał co robić.

Możesz czytać gazetę w korku, na autostradzie nie martwić się o odległość od poprzedzającego pojazdu, w nocy przymkniesz oko, a przy zjechaniu z pasa ruchu system wyśle Ci sygnał ostrzegawczy i na siłę postara się sprowadzić na właściwe miejsce, będziesz zmęczony – auto wyśle komunikat, że czas zrobić postój na kawę, masz problem z parkowaniem – nic trudnego, bo odpowiedni system Ci pomoże....można tak wymieniać bez końca...Co za nuuudaa!!!

Kiedyś trzeba było używać głowy

Kiedyś to było życie. Musiałeś przewidywać, hamować bez ABS-u, wchodzić w zakręt na mokrej nawierzchni bez kontroli trakcji, przełączać biegi bez żadnych wskazówek, ręcznie ustawiać ulubioną stację radiową, zjechać na stację bez żadnego nakazu i liczyć w głowie ile zostało Ci paliwa – tak abyś nie stanął między stacjami. Wymiana żarówki – proszę bardzo, samemu dałeś radę – teraz w niektórych egzemplarzach trzeba pojechać do serwisu i słono za to zapłacić.

Zmiana oleju – nic trudnego. Sprawdzenie ciśnienia w kołach – obowiązek – bez czekania na komunikat z czujników. Generalnie było tak, że mogłeś w 100 procentach czuć się kierowcą – Panem. Facetem z jajami, kobietą na szpilkach, fachowcem, który może liczyć tylko na swoją wiedzę i umiejętności. Teraz to łatwizna, a raczej lenistwo przez duże L.

Kiedyś potrafiłeś szybko przekładać ręce na kierownicy. Teraz masz tyle przycisków, że możesz się pogubić jak Sirotkin z Williamsa podczas GP Hiszpanii. Nigdy nie zapomnę mojej pierwszej jazdy na kursie prawo jazdy. Instruktor zadał mi pytanie w stylu „czy kiedyś jeździłem samochodem”?. Odpowiedziałem, że nie - koledzy mi tak kazali. W następstwie otrzymałem do wykonania proste zadanie.

Na pierwszym biegu, bez operowania pedałem gazu, miałem jeździć od krawężnika do krawężnika kręcąc kierownicą jak najszybciej potrafię. Już po pierwszych 10 metrach gość kazał mi się zatrzymać, spojrzał mi prosto w oczy i powiedział: - bajki synu możesz opowiadać swoim kumplom, a teraz zasuwaj do Sopotu.

Chodzi mi o to, że wszystkie systemy wyłączają myślenie. Już nie jesteś kierowcą z krwi i kości, tylko zwykłym leniem, który zdaje się na jakąś elektronikę – nie ważne czy będzie japońska, niemiecka czy koreańska. Wszystkie działają podobnie, tylko inaczej każdy je nazywa. A tak swoją drogą zupełnie nie rozumiem dlaczego tak jest?. Powinno się wprowadzić, a przynajmniej spróbować ujednolicić nazwy (niektóre są podobne, ale to za mało) – a działy marketingu i PR-u niech się martwią jak to sprzedać.

Kursy na prawo jazdy muszą się zmienić

Po co teraz są kursy na prawo jazdy? Po jaką cholerę zabierają czas, skoro za chwilę opatulimy się tymi wszystkimi systemami i na nie się zdamy. Z jednej strony nawet to rozumiem. Bo co zrobisz, gdy one nawalą np. asystent parkowania?. Przyda się wtedy umiejętność nabyta na kursie. Ale z drugiej strony kurs na prawo jazdy jest „sztuczny”. Owszem teoria, przepisy to oczywista oczywistość, ale reszta?

Widzę pod blokiem, że Ci co mają dobrodziejstwa techniki w samochodach nie potrafią ocenić odległości od ściany i najzwyczajniej w świecie ją obiają. Pani ma wyznaczone miejsce do parkowania, ale i tak staje krzywo – bo asystent wyłączony. Lepiej krzywo postawić auto, niż z niego korzystać, bo tak jest szybciej. Takich absurdów można wymieniać przez kilkanaście zimowych wieczorów.

Wyłączyliśmy myślenie za kierownicą

Generalnie jest źle. Staliśmy się mniej czujni, jeździmy bez wyobraźni, parkujemy jak chcemy, nie potrafimy nawet przestroić radia, tylko do niego gadamy. To horror – moim zdaniem nic dobrego z tego nie wynika i gdy tylko ktoś, kiedyś będzie musiał wsiąść do normalnego samochodu (a mam nadzieję, że takie w naszych garażach jeszcze zostaną) – po prostu zwariuje. Szkoda mi wszystkich miłośników motoryzacji zachwycających się technologicznymi dobrodziejstwami, które sprawiają, że jesteśmy mało przewidujący. Jesteśmy właśnie jak ten niedźwiedź dopiero co wybudzony z zimowego snu. Otumanieni, powolni, mało kreatywni, a przede wszystkim mocno wierzący w te wszystkie bajery. Nie twierdzę, że systemy wspomagające kierowcę są złe. Chce tylko zwrócić uwagę na to co one z nami, kierowcami robią i do jakiej roli nas sprowadzają.

Na koniec mały apel do tych co kupują. Opamiętajcie się!!! Kupujcie z głową to co naprawdę jest Wam potrzebne. Czujcie przyjemność z prowadzenia samochodu, a nie ze spędzania czasu na parkingu z instrukcją obsługi i gadżetami, których nie potraficie rozgryźć i nigdy z nich nie skorzystacie.