Gdynia miasto samowoli patroli policyjnych?

, Sławomir Herman
Gdynia miasto samowoli patroli policyjnych?

Daleko mi do tego, aby skarżyć się na własną niefrasobliwość i zagapienie. Zostałem zatrzymany za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym. I biję się w pierś, że przyznałem się do tego czynu. Nie przyjąłem jednak mandatu. To nie była zła wola, ale sprzeciw wobec zachowania Panów z patrolu policyjnego w Gdyni, którzy okazali się gburowaci i nade wszystko pewni tego, że mogą i wiedzą wszystko.

Zostałem ustrzelony i ściągnięty na bok. Parkując autem kątem oka dostrzegłem, że na przysłowiowe „dzień dobry” kilka rzeczy mi nie pasuje. Po pierwsze policyjny radiowóz stał na...chodniku. Po drugie nie zostawił przepisowej odległości dla pieszych. Po trzecie zablokował przejście dla pieszych, które w tym miejscu było oznakowane znakiem pionowym i poziomym. Po czwarte czoło samochodu „zgrywało się” ze ścieżką rowerową – co to znaczy nikomu nie trzeba tłumaczyć oprócz Panów policjantów. Po piąte, skoro Panowie zaparkowali już w taki sposób, to zatrzymując mnie do kontroli powinni włączyć swoje „błysotki” na dachu. Owszem zrobili to, ale dopiero wtedy, gdy zacząłem zadawać trudne pytania i robić dokumentację fotograficzną. Wówczas stanowczym tonem odesłali mnie do auta i kazali czekać.

Zanim ponownie się do mnie pofatygowali, tym razem w ilości sztuk dwóch – wiadomo razem jest raźniej – minęło sporo czasu. Przypuszczam, że trwała narada co z niepokornym gościem zrobić. W końcu decyzja została podjęta. Drugi z Panów policjantów – wszechwiedzący, sypiący z rękawa paragrafami, podsunął mi karteczkę do wypełnienia. Zabrałem się za jej czytanie. Moje zdziwienie było ogromne, gdy dotarłem do zdania, że „zgadzam się na udostępnienie swojego ciała do oględzin....”.

Zadaję więc kolejne trudne pytanie, dlaczego ten paragraf ma mnie dotyczyć?. Otrzymuję odpowiedź w stylu „to pana nie dotyczy. To dotyczy osób biorących udział w wypadku”. Skoro tak, to proszę o wykreślenie tego punktu i podpisanie się funkcjonariusza i wówczas mogę resztę wypełnić. Pan policjant „od paragrafów” stwierdza, że nie chce się podpisać w związku z czym moja grzywna urosła już do 800 PLN - z 300, za wykroczenie które popełniłem. Swoją drogą to ciekawie absurdalna sytuacja, kiedy mandat za popełnione wykroczenie rośnie w miarę zadawanych trudnych pytań.

Napięcie rośnie. Panowie policjanci są coraz bardziej zbulwersowani, że obywatel śmie z nimi uderzać w dyskusję i zwracać uwagę na oczywiste kwestie. Gdy mówię, że źle zaparkowali samochód utrudniając ruch pieszym i rowerzystom, ten od „paragrafów” wykrzyczał mi w twarz, że nie jestem z Gdyni i nie wiem, gdzie mogą parkować, a gdzie nie. Dodał jeszcze, że miejsce w którym stoją zostało wyznaczone przez Komendanta Miejskiego. Skoro się na niego powołują (szczerze mówiąc współczuję komendantowi, że takich funkcjonariuszy - mało odpowiedzialnych ma w swoich szeregach) to znaczy, że sprawa jest poważna i wiedzą co mówią.

Uznałem, że dyskusja z Panami nie ma dalszego sensu i poprosiłem o wezwanie do sądu. O dziwo zgodzili się, nie zakuli mnie w kajdanki i kazali odjechać. Wszystkiemu przysłuchiwała się moja współpasażerka, która na pewno będzie świadkiem podczas...no właśnie nie wiem czego można się teraz spodziewać.

Na drugi dzień podjechałem na rowerze w miejsce w którym zostałem zatrzymany. Chciałem się upewnić, czy chodnik, na którym stał radiowóz jest np. oznakowany mikroskopijna kopertą z napisem POLICJA. Przecież mogłem coś przeoczyć. Okazało się, że nie ma nic.

Buńczuczność owych policjantów, zastraszanie mnie coraz większą grzywną, oraz dawanie do podpisania dokumentu na podstawie, którego „miałem udostępnić ciało do oględzin” były moim zdaniem przejawem niewiedzy bądź też głupoty, arogancji, pychy i zadziwiającej pewności siebie (cytowanie paragrafów mieli w jednym palcu – ale nic poza tym). Na własnej skórze przekonałem się, że żyjemy w „państwie policyjnym”, w którym obywatel ma zamknąć mordę, o nic nie pytać, nie zwracać uwagi i czekać na wymiar kary.

Czekam zatem z niecierpliwością na wezwanie do sądu. Z pokorą przyjmę mandat za popełnione wykroczenie, ale nie zgodzę się na takie traktowanie przez Policję i na to, że myślą, że mogą robić co im się podoba – tak jak w komunie. A takową jeszcze pamiętam.

Odjeżdżając z miejsca zatrzymania do kontroli we wstecznym lusterku widziałem, że Panowie policjanci nie zmienili miejsca parkowania i...natychmiast wyłączyli koguty na dachu – pewnie dlatego, żeby nie było ich widać. Następny delikwent może był mniej awanturujący się...