Czy stać nas na auto elektryczne?

, Sławomir Herman
Czy stać nas na auto elektryczne?

Ochrona środowiska, niższe koszty eksploatacji, a przede wszystkim panująca cisza – to tylko trzy zalety przesiadki z tradycyjnych samochodów napędzanych silnikiem spalinowym na auto z elektrycznym napędem. Podczas spotkania w Gdańsku zadawaliśmy sobie pytanie czy już dojrzeliśmy jako społeczeństwo do takiej zmiany i czy nas na to stać? Niestety odpowiedzi nie są optymistyczne. O ile zachwycamy się futurystycznym wyglądem Tesli X to jej ceną już nie (ponad 400 tysięcy złotych). To samo dotyczy ilości miejsc szybkiego ładowania.

Elektrycznie oznacza ekologicznie

Nikt nie podważa argumentu o ochronie środowiska wynikającym z eksploatacji samochodu o napędzie elektrycznym. Nie potrzebujemy żadnej mody na takie auta, wystarczyłyby udogodnienia polegające na odpowiednim dofinansowaniu, przystępnej ceny, możliwości wjazdu do stref zakazanych w wielu miastach, a przede wszystkim większej ilości miejsc do szybkiego ładowania. Ładowarki to dość spory problem posiadaczy elektrycznego pojazdu. O ile oczywiście możemy się podłączyć do zwykłego gniazdka (niestety czas ładowania w taki sposób jest dramatycznie długi), to szukanie na trasie złącza do szybkiego ładowania takie proste już nie jest. Wymaga to od kierowcy odpowiedniego przygotowania się do trasy. Zupełnie jak za komuny, gdy pokonując pewien odcinek wiedzieliśmy, że nie ma stacji benzynowej i trzeba było wrzucić do bagażnika kanister z pokarmem dla silnika.

Stacje ładowania jak kropla w morzu

W samym tylko Trójmieście miejsc szybkiego ładowania jest 12 (dane Google), a to kropla w morzu potrzeb. Oczywiście biorąc pod uwagę ilość jeżdżących aut o napędzie elektrycznym możemy powiedzieć, że to i tak dużo. Tym bardziej, że ich właściciele montują prywatne stacje ładowania we własnych miejscach parkingowych i przydomowych garażach. Możemy ją nabyć np. w leasingu płacąc miesięczną ratę i zobowiązania za zużytą energię elektryczną lub też kupić za gotówkę, co zdecydowanie podraża nam całą inwestycję.

Moda na auto elektryczne w firmie

Zrobiła się za to moda wśród firm na propagowanie ekologicznego stylu jazdy. Co ma też wpływ na postrzeganie danej firmy na rynku. Jesteśmy EKO, a więc jesteśmy fajni. Nie do końca się to jednak sprawdza. Ilość kosztów jakie należy ponieść z zakupem kilku elektrycznych aut czasami przekracza możliwości finansowe firmy i kończy się to zwykle decyzją o nabyciu jednego egzemplarza. Dobra jednak jedna sztuka, która cieszy oko prezesa przez okno i jest powodem do dumy podczas kolejnego spotkania biznesowego.

Ciągle chcemy czuć benzynę

Pomińmy koszty zakupu, możliwość bycia postrzeganym EKO i eksploatację...podczas spotkania w Gdańsku zdziwiła mnie wysoka świadomość przypadkowych przechodniów na temat tego, co to jest w ogóle auto elektryczne (dotychczas większość zapytana o to czy zna jakiś model o napędzie elektrycznym odpowiadała Melex – produkcja tego pojazdu odbywa się od 1971 roku). Niestety jest też druga strona medalu – co druga osoba, zapytana o to jakie auto wolałaby mieć w swoim garażu – odpowiadała, że takie o tradycyjnym napędzie. I nie wynikało to z niewiedzy na temat argumentów wymienionych wyżej, a raczej z tęsknoty za zapachem benzyny i dźwiękiem jaki wydobywa się spod maski. I tutaj moim zdaniem jest klu całej sprawy. Chcemy słyszeć, czuć i wiedzieć, że mamy pod maską „prawie żywy organizm” a nie coś czego nie słychać. Dźwięk V8 przecież jest cholernie podniecający i podnoszący adrenalinę. I co z tego, że Tesla X przyspiesza od 0-100 km/h w około 3 sekundy. Przecież ten dźwięk jest nie do przyjęcia.