Branża motoryzacyjna - kryzys tuż za rogiem

, Sławomir Herman
Branża motoryzacyjna - kryzys tuż za rogiem

Branża motoryzacyjna leży i kwiczy. Sprzedaż samochodów drastycznie spadła. Liczby są przerażające, ale czy to zmieni sposób podejścia do klienta i wymusi nowe sposoby dystrybucji? Pytań jakie zadają sobie przedstawiciele koncernów samochodowych jest mnóstwo. Jedno z nich brzmi: jak zmniejszyć straty i w jaki sposób się odbudować, gdy kryzys minie? Chyba nie ma prostych odpowiedzi.

Na co możemy liczyć?

Pisanie o ilości dostawców – którzy w związku z koronawirusem też mają problemy, jest oczywiste. Tak samo jak oczywistym jest fakt, że najbliższe miesiące udowodnią, który z koncernów poradzi sobie najlepiej i najszybciej. To nie będzie proste. Obserwując rynek, studiując cenniki nie zauważyłem, żeby ktoś zdecydował się na obniżki – ale takie z prawdziwego zdarzenia. Takie, które pozwolą na pozbycie się zalegających jeszcze place produktów z 2019 roku. Elektryczność – to spadnie na dalszy plan. Powód jest prosty – to bardzo drogi dział, a w dobie niepewności nikt nie będzie decydować się na zakup pojazdu o napędzie elektrycznym.

Spodziewałbym się okazji na zakup nowego samochodu, nowych rozwiązań ratalnych, leasingowych, wynajmu – czegoś co sprawi, że auto będzie dostępne dla każdego. Ale z drugiej strony patrząc na pazerność branży samochodowej, marżę, okazałość salonów dealerskich, ilość zatrudnianych osób nie przewiduję, że w kwestii cenników coś się zmieni. Już teraz można zaobserwować przerzucenie kanałów dystrybucji do internetu – co powinno stać się dawno temu, ale ze względu na bojaźń wszystko raczkuje. Czy dzięki temu obniżą się koszty funkcjonowania? Nie spodziewajcie się tego. Za wszystko trzeba będzie zapłacić, wszystko zostanie wliczone w cenę końcową. I to bez żadnych skrupułów.

Czy zarządy pójdą po rozum do głowy?

Rozbuchane ego i wymagania central samochodowych, kładzenie nacisków na budowanie ogromnych przeszklonych powierzchni teraz na pewno się zemści. Co zrobią zarządy, jak pomogą dealerom, którzy, aby sprostać wymaganiom zaciągnęli kredyty? Teraz trzeba je spłacać, ale z czego, skoro spadek sprzedaży aut na całym świecie dotknął branże prawie w 80 procentach? Kalkulowanie ceny samochodu nie jest łatwym zadaniem. To nie tylko blacha, plastiki, ale też projektowanie, ludzie i wszystko co jest z tym związane. Nie zmienia to faktu, że np. Porsche potrafi średnio zarabiać na jednym egzemplarzu 20 tysięcy euro, a inne marki od 1000 do 5 tysięcy euro. To i tak kwoty, które przerażają. Biorąc pod uwagę skalę sprzedaży i przemnożenie tego przez jednostkowy zysk, otrzymamy bajońskie kwoty. Zresztą większość koncernów motoryzacyjnych jest notowana na giełdach i łatwo dotrzeć do publikowanych raportów finansowych.

Zapaść będzie w każdej branży

Moim zdaniem większość samochodów oferowanych klientom ma ceny mocno zawyżone. Proszę bardzo pierwsze z brzegu przykłady. Toyota Aygo – małe toczydełko wykorzystywane do jazdy w mieście startuje od prawie 39 tysięcy złotych. To szaleństwo, aby za 138 litrów bagażnika, 72 KM i przestrzeń upchniętą na niecałych 3,5 metra tyle płacić. A to przecież początek cennika. Lecimy dalej. Średnia cena auta kompaktowego to przeważnie kwota od 90 000 do 100 tysięcy złotych. To jest chore. Oczywiście technologia i asystenci jazdy kosztują, ale bez przesady. Parę gadżetów, które jak przestają działać wymagają horrendalnie wysokich kosztów naprawy sprawiają, że w cennik zaglądamy z oczami wielkości przestraszonego kota. Jazda do serwisu i faktury za naprawę czasami mogą przyprawić o palpitację serca.

Gospodarcza zapaść dopadnie każdą branżę. Nie będzie łatwo się z tego otrząsnąć. Komu się uda, a komu nie? Na to pytanie poznamy odpowiedź może za kilkanaście miesięcy. Jedno jest pewne. Nie spodziewajcie się, żadnych ukłonów ze strony branży samochodowej i niech was nie uśpi dostarczenie auta pod dom i załatwienie wszystkich formalności. Sami jesteście w stanie to sobie zorganizować.