Nissan Juke - wydanie drugie ulepszone

, moto-TV.pl
Nissan Juke - wydanie drugie ulepszone

Gdy producent samochodów wprowadza kolejna generację jakiegoś auta, z reguły jest ono pod każdym względem lepsze od poprzednika. Różnie bywa jedynie z urodą takich ulepszonych modeli. A jak jest w przypadku Nissana Juke, który właśnie wjechał na polski rynek? Przekonajmy się.

Stylistycznie szokował 

Pierwsza generacja tego modelu szokowała awangardowym wyglądem. Zresztą, nie tylko ona, przecież równolegle Nissan produkował model Cube. Równie szalony pod względem wyglądu, ale znacznie bardziej praktyczny. Zgadnijcie, które auto bardziej przypadło do gustu klientom? Odpowiedź widać na ulicach – Juke spotyka się bardzo często, a Cube? Wystarczy powiedzieć, że w polskiej sieci sprzedano nieco ponad 100 egzemplarzy tego auta.

Juke podbiło serca klientów mimo wad. Główną z nich była ciasnota panująca na tylnej kanapie. Złośliwi mówili, że to jeden z nielicznych samochodów, które mają dodatkową parę drzwi, by łatwiej było zapakować zakupy.

Nissan wyciągnął wnioski

Na szczęście Nissan wyciągnął wnioski i nowy Juke wyraźnie urósł, co zaowocowało m.in. większą ilością miejsca na tylnej kanapie, choć bliskość słupka C może wywoływać lekki niepokój u ludzi cierpiących na klaustrofobię. Sami Japończycy chyba doszli do wniosku, że przednia część pierwszego Juke była zbyt odważna. Dlatego w nowym modelu zrezygnowali z części szaleństwa, przez co auto może spodobać się także klientom o bardziej konserwatywnym guście. Nowy Juke ma atrapę chłodnicy podobną do tej z Qashqaia czy Micry. I dobrze, w końcu to staje się powoli znakiem charakterystycznym japońskiej marki.

Zrezygnowano także z napędu na cztery koła, wg informacji przedstawicieli Nissana nie ma w planach takiej wersji. Podobnie jak odmiany Nismo. Choć tego ostatniego akurat szkoda. Próżno szukać także wyboru, jeśli chodzi o wersje silnikowe. Wchodząc na rynek Juke ma pod maską wyłącznie litrowy, benzynowy silnik z doładowaniem. 117 KM wystarczy do sprawnego przemieszczania się po mieście, bo umówmy się, właśnie do tego najczęściej służył „stary” Juke i zapewne tak samo będzie z nowym. Nissan zrezygnował – przynajmniej na razie – z mocniejszych silników, zrezygnował także… z plastikowej pokrywy na silniku. Zaglądając pod maskę można się nieco zdziwić, widząc plątaninę przewodów. To jednak celowe działanie, nie dość że nie trzeba takich pokryw produkować, to jeszcze auto jest lżejsze. Wprawdzie o kilkaset gramów, ale zawsze.

Silnik radzi sobie nieźle z rozpędzaniem niedużego auta, jest także całkiem oszczędny. Podczas jazd testowych poza miastem zużywał poniżej 6 l/100 km. Co ważne, mimo że ma tylko trzy cylindry, właściwie w ogóle nie słychać charakterystycznego terkotania, znanego z jednostek o podobnej konstrukcji.

Do wyboru dwa rodzaje skrzyni biegów

Nie ma wyboru, jeśli chodzi o silnik, jest za to w przeniesieniu napędu. Można kupić auto z manualną lub automatyczną, dwusprzęgłową skrzynią biegów DCT. Bazowa wersja, nazwana tradycyjnie Visia, jest oferowana wyłącznie z manualem, w pozostałych odmianach są dostępne obie. Dopłata wynosi 5500 zł. Skoro już jesteśmy przy cenach – najtańszy nowy Juke kosztuje 67 900 zł. W standardzie ma m.in. reflektory LED, elektrycznie sterowane szyby we wszystkich drzwiach, tempomat, manualną klimatyzację i radioodtwarzacz DAB z Bluetooth. Kto ma ochotę na aluminiowe felgi musi sięgnąć po droższą o 5500 zł odmianę Acenta. Poza tym dostanie także automatyczną klimatyzację, radio z wyświetlaczem o przekątnej 8 cali i Apple Car Play/Android Auto i kamerą cofania. W topowym Juke Tekna seryjne są 19-calowe(!) felgi, system kamer 360o, system ProPilot (wyłącznie ze skrzynią DCT), który składa się z aktywnego tempomatu, pilota do jazdy w korkach i systemu utrzymującego auto na pasie ruchu. Najdroższy Juke – Tekna ze skrzynią DCT – kosztuje 98 400 zł. Dodanie wszystkich możliwych opcji powoduje, że cena Juke rośnie do nieco ponad 110 tys. zł. Nie ma tragedii.